poniedziałek, 21 lipca 2014

Hurtownia Impresji Koncertowych z BSL i MCZ



2/5 Nuclear Waste
 Ostatniego piątku do krainy stalą płynącej dowieźli na Scenę Letnią w amfiteatrze sporą dawkę metalu. Młodzież z Nuclear Waste i Larix of Death przeszła chrzest bojowy. 
Atrakcyjność tego gatunku zwabiła spore tłumy na Uzbornię przez niektórych zwaną "Ozzbornią". Śmiało można stwierdzić, że kapele nie zabrzmiały tak, jak by chciały. Niestety nagłośnienie tego dnia były piętą Achillesową koncertu. Dopiero Serpent of Wings udowodnił, że jednak jak się wie jakimi środkami i sposwobami osiągnąć dobre brzmienie -
to jest więcej niż połowa sukcesu. Wracając do tego, co było na początku, czyli "Nuklearnych odpadów' powiem tak, że ich brzmienie w pierwszych utworach było mocno zdominowane przez wokal i perkusję - gitary były schowane w tle (niestety to zasługa nagłośnieniowca). 

Po korektach nagłośnienia było już lepiej, a proporcja instrumenty - wokal poprawiła się na sporo lepszą. Co do repertuaru, to w kontekście moich prywatnych preferencji i gustów muzycznych stwierdzę, że to nie moja bajka.ani ulubiona ekspresja metalu. Podwaliny metalu stanowiła dla mnie muzyka Deep Purple,Led Zeppelin,Thin Lizzy,Iron Maiden, AC-DC, Accept, Metallica. Cieszę się, że growlowanie to nie ideał wokalnego mistrzowstwa - po prostu lubię rzeczy, które mają w sobie melodyjność, powalającą solówkę i najlepiej chóralne śpiewy - niekoniecznie tylko w refrenach. 
Jestem "ortodoksem metalowym" i niestety tak już chyba pozostanie - może z niewielkimi wyjątkami na Shadows Falls. 
Kończę tę prywatną wycieczkę, bo Nuclear Waste scenicznie dali z siebie maks żywiołowości, spontanu i to był atut ich debiutanckiego grania. 


uchwycony Dastin- wokalista Larixa
Bardziej szalony i nieuchwytny był wokalista Larix of Death - Dastin Szczur. Przemieszczał się nie tylko po scenie, ale i poza "nagłośnieniowym kręgiem" zapuszczając się  wielokrotnie na teren zastrzeżony dla widzów. Larix brzmiał poprawnie, ale nie zbliżył się do ideału z nagrań publikowanych w necie. Wokal był niestety za słaby do potężnie brzmiącej sekcji i gitar. Nie zawsze jest dobrze skupić się na widowiskowości kosztem ubytków muzycznych. 
Trudno - debiutantom się wybacza :) Kredyt zaufania należy się pierwszej i drugiej kapeli. 


Serpent Wings
W kontekście młodych kapel Serpent of Wings wjechali na deski sceny amfiteatru z profesjonalnym podejściem. Skrupulatnie każdy z muzyków przygotował się do odpalenia koncertu. Perkusista poświęcił dłuższą chwilę akustykowi , by jego zestaw perkusyjny miał świetne brzmienie - nie inaczej było z resztą kapeli. Różnica brzmień przypominała skok technologiczny do poziomu topowych zagranicznych kapel. Serpent of Wings we wzmocnionym od
niedawna składzie o wokalistkę  Annę dał czadu ! Walczyła w starciach z Maćkiem Nosalem dzielnie i zaskakiwała "niskością" ryczenia w dolnych rejestrach. Ta niepozorna dziewczyna roznosi scenę nieustanną rotacją, pozami i zadziorem. Kapela wie jak ma brzmieć mocno i jak publikę rozgrzać. Pogo przed sceną przez moment stało się zbyt brutalne dla młodej dziewczyny, ale pomoc nadeszła i na szczęście sczęka została nienaruszona, choć bolało przez dłuższy moment. Parę minut po 22-giej Straż Miejska niepokoiła się trawjącym koncertem, ale cierpliwie poczekała do końca. 

Fotogalerie: Dominika WełnyKodera






Parę minut później wpadłem do Małej Czarnej, by posłuchać Mr. Pollacka. 
Tłumów w MCZ było mniej niż zwykle, ale to pewnie wakacyjna pora sprawiła.

Wirtuozerii i dobrego wokalu Jackowi Pollackowi odmówić nie można.
Mr Pollack to klasa sama w sobie !
Skład odmłodzony sprawował sie wybornie.
  
Pojawiły sie też numery autorskie jak "Black Hawk", czy słynny "Lot trzmiela" Rimskiego-Korsakowa i anegdoty o udziale w programach: 
"Mam talent" i "Kawa, czy herbata". 
Lekkość była zarówno w graniu i monologu z publiką. 




 W Małej Czarnej wybrzmiał 
"Highway star" Deep Purple