poniedziałek, 7 lipca 2014

Odbębniony start Sceny Letniej na Dzień Niepodległości


  Warsztaty bębniarskie to pierwszy akcent tegorocznej Bocheńskiej Sceny Letniej (BSL). Trzecia edycja rozpoczęła się pracą u podstaw z ludźmi, którzy czują rytm. Djembe to był dominujący instrument, ale w instrumentarium można było znaleźć konga, darbuki, jak też przeszkadzajki: ahekere, cabsa i agogo .Osoby, które nie miały na czym grać, a zgłosiły się do organizatorów, czyli Stowarzyszenia Kotłownia otrzymały go do dyspozycji na czas warsztatów. Bębniarze byli mieszanką dzieciństwa, młodościu i dojrzałości. Wspólnym mianownikiem tych siedemnastu zapaleńców i Niezłego cyrku był rytm. 


Całe grono bębniarzy.
Foto: Dominik Wełna
Jak to stwierdził Boguś Roguż : 
"Rytm jest jeden - rytm Kosmosu. Serce podpowie ten rytm. W podróży najważniejsza jest podróż, tak samo w bębnieniu. Nie jest ważne, czego chcesz się nauczyć, ale co przeżyjesz i czego Cię to nauczy". Przeszło trzy godziny zbiorowego pulsowania bębniarzy nieustannie przywoływało mieszkańców Bochni, niczym sms-y w afrykańskich, plemiennych rytmach.


A jakie były założenia Niezłego cyrku ?
"Rytm jest tym, co towarzyszy nam od pierwszych chwil naszego życia. Pierwszy rytm jaki odczuwamy, to rytm serca matki. Wywiera on na nas ogromny wpływ jeszcze przed narodzinami. Działa jak nieustannie powtarzana mantra spokoju i bezpieczeństwa, które pomaga nam poznawać świat od chwili narodzin. Niestety żyjąc przez lata w natłoku dźwięków docierających do nas chaotycznie ze wszystkich możliwych kierunków ucicha w nas ten wspaniały dar. Coraz gorzej radzimy sobie w „trudnych sytuacjach”, zanika energia, której (jak mogłoby się teraz wydawać) wcześniej mieliśmy w nadmiarze… Można doszukiwać się wielu negatywnych konsekwencji stłumienia tego pierwotnego rytmu. Proponujemy jednak odnaleźć go w sobie ponownie."



Na przekór dokuczliwym komarom  z upływem czasu przybywało. Również na przekór ćwierćfinałowym, mundialowym meczom była widoczna pasja bębniarzy. Zwieńczeniem warsztatów było wspólne muzykowanie w amfiteatrze na Uzborni w promieniach zachodzącego słońca. Później też był niezły cyrk, ale to już jako trio dali recital.Połączyli wspólnymi siłami rytm, elektronikę i gitarowe ozdobniki w całość Podążali tą ścieżką przez kolejne kompozycje, by powoli zatapiać się w muzycznym transie. 
Wszystko ma swój kres, więc i ta eskapada znalazła swój finał. 

Skupienie bębniarzy. 


Wszystkie 3 foty : Dominik Wełna
Po dłuższej przerwie , niż zapowiadana - przez 3 kwadranse ze stoickim spokojem  Gurgul Band z Martą Florek na wokalu i trębaczem Przemkiem Sokołem w końcu po próbie technicznej "wskoczyli" w koncertowy repertuar. 
Niezbyt długo dane było mi zostać na koncercie finałowym, więc skorzystałem z najlepszego źródła, czyli profilu BSL na fejsie, gdzie Dorota Halberda stwierdziła, że "Gurgul Band nas zaczarował, a dawka "Testosteronu" dawno nie miała tak łagodnego wpływu". Telefonicznie przekazała mi, że świetnie czarowali łagodnymi dźwiękami, nastrojem, słowiańskimi zaśpiewami i jazzową melodyką. Były to głównie kompozycje akordeonisty i lidera bandu Mateusza Gurgula. W zasadzie utwory instrumentalne były do czasu, gdy pojawiła się Marta Florek. Wymyśliła linie wokalne i napisała do kompozycji własne, bardzo osobiste teksty. Świetne aranżacje w warunkach koncertowych sprawdzają się. Również integracyjne, wspólne śpiewy z publicznością w przeszło godzinnym koncercie się pojawiły. 

"Jestem zachwycona - było naprawdę świetnie! 
Zwłaszcza ich wersja "Testosteronu" z repertuaru Kayah na bis" - dodała Dorota






Michał Sokół czarował brzmieniem
i delikatnością dźwięków Foto: D.Wełna
Lider bandu i kompozytor Mateusz Gurgul
Foto: Dominik Wełna
Teraz Wy! zachęcała Marta Florek
Foto: Dominik Wełna